poniedziałek, 13 lutego 2012

Dlaczego tak długo nie ma nowych postów?

Bo dzień jest za krótki.
Bo jest zimno. Bo nie ma tyle śniegu, ile bym chciała.
Bo przy kominku jest za ciepło, fotel za głęboki. Usiądzie człowiek strudzony z kieliszkiem wina, a ta głębia go zassie i nie może wstać.
A może to wina hormonów? Nie wiem ;-)) Ale jak nigdy dotąd ogarnęła mnie totalna niemoc. Mój stół roboczy pokrył się kamuflującą warstwą kurzu. Najchętniej zapadłabym w sen zimowy...
Dziękuję wszystkim za troskę, napomnienia i zakamuflowane groźby ;-) A jednak o Was nie zapomniałam. Coś tam wypichciłam, o takie:
Co prawda cukierek miał być z okazji setnego obserwatora (tak, tak!), co obrazuje mój marazm godny zimy stulecia. No i jak zwykle, jeszcze nie skończone. Ale będzie ;-)
Za to prawie gotowe do wysłania jest zupełnie nie-zimowe pudełko, które poleci do Sklepiku pod Orionem. Chce ktoś może? ;-) Pieniążki zasilą konto Domu Tymianka, ale nie zaspokoją nawet ułamka potrzeb naszych braci mniejszych w potrzebie... 
A tak między nami, to ten post byłby gotowy nieco wcześniej, gdyby blogger bardziej chciał współpracować. No cóż - w końcu go przechytrzyłam ;-) 
Czułe uściski przesyłam...
i obiecuję poprawę ;-)

niedziela, 1 stycznia 2012

Sylwester na wulkanie

...co z tego, że już wygasłym? ;-) Niesie nas gdzieś, gdzie nie będzie słychać huku petard i muzyki disco. Zabieramy więc nasze panny i jedziemy na Wzgórza Złotoryjskie. Niedaleko, tak, żeby po północy wrócić do domu. Mamy grilla, barszczyk w termosie, szampana i bezhukowe fajerwerki ;-)
Pogoda jest piękna, czyste rozgwieżdżone niebo, pod nogami skrzypi śnieg. Mroźno. 

Czartowska Skała  wznosi się samotnie wśród pól, jej stożkowata sylwetka odcina się na tle nocnego nieba. To właściwie nie wulkan, tylko wzniesienie powulkaniczne, dawny komin wulkanu wypełniony zastygłą lawą. Podobno pod starą gruszą rosnącą pod szczytem czart czyha na nieostrożnych wędrowców, którzy zapędzą się tutaj nocą. Chyba też świętował koniec starego roku, bo nie pokazał się nam ;-) Ze szczytu niewiele widać nocą, choć za dnia rozpościera się stąd wspaniała panorama Karkonoszy i Pogórza Kaczawskiego. 
Otwieramy szampana i składamy sobie życzenia na nadchodzący rok. Niech będzie dobry i szczęśliwy, niech się spełnią nasze plany. Tego i Wam życzę, moi drodzy! Niech nam się wiedzie!

piątek, 23 grudnia 2011

Świąteczny czas

Niestety nie mamy śniegu. Bigos pyrkocze na piecyku, śledzie grzecznie moczą się w mleku, a Padre w deszczu rozgarnia kruszywo na podjeździe przed domem, bo właśnie przywieźli (spóźnieni o tydzień). Ale zdążył uciąć kilka gałązek jedliny i przyniósł mi paczuszkę od listonosza. Cóż to być może?  
Takie cuda, że aż poczułam zażenowanie... że mi się nie należą, że nie odpłaciłam się... Ale jak tu się nie cieszyć?! I jak tu je pokazać, skoro w środku dnia jest ciemno?... Moniko kochana, nie wiem, jak Ci dziękować... są tak piękne, będą świąteczną ozdobą naszej chatki ;-) 

Odrywam ręce znad stolnicy z uszkami, otrzepuję mąkę i ślę Wam życzenia świąteczne. Niech będzie to dla Was piękny czas, czas magiczny, opromieniony miłością, niech przyniesie Wam spokój i ciepło w sercach.
Święta są dla nas... i cieszymy się z nich!
Ściskam najczulej,

Inkwizycja


piątek, 16 grudnia 2011

Dżingl bels...

...dżiiingl beeels!!!
Ja nawet lubię tą piosenkę. Lubię ją kiedy leci z radia, a ja siedzę w domku, wdycham zapachy świąteczne, usiłuję ogarnąć cały przedświąteczny rozgardiasz...
Byle nie w supermarkecie ;-)
Siedzę w domu i leczę przeziębienie.
Robię prezenty.
U nas święta już się zaczęły. Wczoraj mieliśmy małą "Wigilię" przed wylotem córci na święta do Irlandii. Zrobiłam kandyzowany imbir i jeden słoiczek poleciał z nią na Wyspę . Z reszty piekę biscotti potrójnie imbirowe i cieszę się jak głupia ;-) Dlaczego?  Bo niezastąpiona Bea przysłała mi ze Szwajcarii słoiczek melasy, żebym mogła je upiec. Tak po prostu.
A pierniczki i biscotii trafią do pudełek i będą słodkim dodatkiem do prezentów.
I jeszcze ktoś okazał mi serce - serducha misternie haftowane, cudowne, rustykalne, pełne ciepła. Dziękuję Madziko, to dla mnie wyjątkowy prezent.

I chociaż 'dżingl bells' mnie rozbawia, to jeśli mogę sama wybrać płytę, do odtwarzacza trafia 'If On A Winter's Night…' Stinga. Tak cudownie wprowadza w klimat, że nawet nie zauważam braku śniegu za oknem.
Zwolnijcie w ten przedświąteczny czas...

Ściskam Was czule

środa, 30 listopada 2011

Pociągi

Ostatnimi czasy odnoszę wrażenie, że moim życiem kieruje jakiś szalony zawiadowca. Pociąg pośpieszny pędzi, a ja w nim. Minęło ponad miesiąc, odkąd napisałam ostatni post - i jeśli nie napiszę teraz, to chyba nigdy... bo przymierzam się do niego od tygodnia ;-)
Wciąż tkwię w oku cyklonu, w środku remontu, który jest wielowątkowy, rozległy i absorbujący. Chciałabym wysiąść z tego pociągu, ale się nie da. Rano wygrzebuję się z sypialnego i nerwowo przesiadam na osobowy, aby popędzić do pracy. Wracam o zmroku. Nasz salon przypomina przeładowany wagon towarowy...
A jednak są efekty.
Zupełnie nowy 'look' naszej kuchni ;-) I szafki, które stanęły w sypialni obok łóżka.

Mniejszy kaliber też jakimś cudem robię. W tym całym pandemonium dłubię przy zamówieniach świątecznych. Ach, święta... jeszcze tyle czasu, ale dla mnie wcześniej niż zwykle. Najmłodszą córcię trzeba wyprawić na święta za morze, do siostrzyczek, w połowie grudnia. Musimy więc upiec pierniczki i wypichcić prezenty wcześniej, niż zwykle. I znów przyspiesza InterCity ;-)
(pudełko mogę bezkarnie pokazać, bo już poleciało do właścicielki, mocno spóźnione niestety)
A dla mnie wciąż jest jesień... i w dodatku piękna ;-) Zwalniam... To bardzo zaległe zdjęcia - pozwalam sobie na nie, choć widzę, że u wielu z Was już świątecznie. No cóż... nigdy nie miałam poczucia czasu ;-)

Krzew tarniny chwilę po tym, jak dałam Padre do posmakowania jej cierpki owoc.
Miejcie dobry czas i piękną jesień. Ściskam czule ;-)