środa, 7 marca 2012

Rekonesans

Szukamy domu.

Nie, nie staliśmy się bezdomni. 
I nasz kosmiczny kominek nie wybuchł ;-)
Po prostu szukamy swojego miejsca do życia. Wymarzonego i (prawie) idealnego...
Po wielotygodniowej burzy mózgów wstępnie sprecyzowane kryteria są następujące:
- duża działka na uboczu i z widokiem na góry zapierającym dech, teren ze spadkiem z południową wystawą 
- stary dom do remontu i z potencjałem, pożądany mur pruski, kamień i łupek w elewacji
- zabudowania gospodarcze mile widziane
- przydałby się strumyk lub staw dla naszych panienek
- cena gra rolę ;-)
W zeszły weekend byliśmy mamieni przez pośrednika nieruchomości ruderkami cudnej urody, niestety na działkach wielkości chustki do nosa, wciśniętymi pomiędzy sąsiednie zabudowania w jeszcze gorszym stanie. Jak na złość domy były urokliwe, były także strumyki i starodrzew dębowy... Ale nie było oddechu, perspektywy, poczucia wolności.
Uwolnieni ze szponów agenta rozbiliśmy obóz w kamieniołomie w Przeździedzy, by trochę nadwątlone siły podreperować i pogrzebać w rumowisku. 

W niedzielę wróciliśmy do kamieniołomu w Zimniku. Tak nas po tych kamieniołomach nosi ;-) Krajobraz jeszcze pozimowy...
... ale są obiecujące elementy ;-)
W piątek wybieramy się na kolejny rekonesans. Kierunek: Pogórze Izerskie...
Ściskam czule!





niedziela, 26 lutego 2012

U schyłku zimy...

... nasz nowy kominek rośnie w siłę. Potężnieje, obrasta i grzeje coraz mocniej. To będzie kominek z akumulatorem ciepła, rozprowadzeniem gorącego powietrza i wieloma wnękami dla kotów ;-) Padre sam go zaprojektował i sam bawi się przy jego budowaniu. Na przyszłą zimę będzie jak znalazł ;-)) ale co niektórzy już wykorzystują jego zalety ;-)
Kominek zajął miejsce, gdzie na początku stał  komin z piecem kaflowym i kuchnią węglową. Odzyskana z niej ozdobna metalowa kratka wróci więc "do korzeni", tak samo, jak belki uratowane ze starej obory, która właśnie kończy żywot. 
Jak na zapiecku robi się za gorąco, zawsze można pospać na zegarze. Ciekawe, czy wtedy czas płynie wolniej...
Ponieważ Padre wymyślił że obudowa kominka będzie z łupka, wyruszyliśmy dzisiaj na rekonesans kopalni łupka w okolicy Jawora. Nazbieraliśmy trochę próbek. Połaziliśmy po lesie. Pan porzucał patyki. Oczywiście nie obyło się bez kąpieli w płynnym lodzie ;-)
I zupełnie przypadkowo natknęliśmy się na... wieżę.
Informacji w sieci na jej temat nie ma żadnych, oprócz tej, że jest to wieża obserwacyjna (albo nawigacyjna). Faktycznie, ma okna na cztery strony świata. Stoi zupełnie samotnie na wzniesieniu w środku lasu, obrośnięta modrzewiami i dziką różą, nieopodal Damianowa. Niestety tablica jest uszkodzona. Może wiecie coś na jej temat?
A na moim stole pojawiło się TO: 
Pierwsza jaskółka? Mam nadzieję ;-))
Ściskam Was czule, wiosna tuż tuż... 

poniedziałek, 13 lutego 2012

Dlaczego tak długo nie ma nowych postów?

Bo dzień jest za krótki.
Bo jest zimno. Bo nie ma tyle śniegu, ile bym chciała.
Bo przy kominku jest za ciepło, fotel za głęboki. Usiądzie człowiek strudzony z kieliszkiem wina, a ta głębia go zassie i nie może wstać.
A może to wina hormonów? Nie wiem ;-)) Ale jak nigdy dotąd ogarnęła mnie totalna niemoc. Mój stół roboczy pokrył się kamuflującą warstwą kurzu. Najchętniej zapadłabym w sen zimowy...
Dziękuję wszystkim za troskę, napomnienia i zakamuflowane groźby ;-) A jednak o Was nie zapomniałam. Coś tam wypichciłam, o takie:
Co prawda cukierek miał być z okazji setnego obserwatora (tak, tak!), co obrazuje mój marazm godny zimy stulecia. No i jak zwykle, jeszcze nie skończone. Ale będzie ;-)
Za to prawie gotowe do wysłania jest zupełnie nie-zimowe pudełko, które poleci do Sklepiku pod Orionem. Chce ktoś może? ;-) Pieniążki zasilą konto Domu Tymianka, ale nie zaspokoją nawet ułamka potrzeb naszych braci mniejszych w potrzebie... 
A tak między nami, to ten post byłby gotowy nieco wcześniej, gdyby blogger bardziej chciał współpracować. No cóż - w końcu go przechytrzyłam ;-) 
Czułe uściski przesyłam...
i obiecuję poprawę ;-)

niedziela, 1 stycznia 2012

Sylwester na wulkanie

...co z tego, że już wygasłym? ;-) Niesie nas gdzieś, gdzie nie będzie słychać huku petard i muzyki disco. Zabieramy więc nasze panny i jedziemy na Wzgórza Złotoryjskie. Niedaleko, tak, żeby po północy wrócić do domu. Mamy grilla, barszczyk w termosie, szampana i bezhukowe fajerwerki ;-)
Pogoda jest piękna, czyste rozgwieżdżone niebo, pod nogami skrzypi śnieg. Mroźno. 

Czartowska Skała  wznosi się samotnie wśród pól, jej stożkowata sylwetka odcina się na tle nocnego nieba. To właściwie nie wulkan, tylko wzniesienie powulkaniczne, dawny komin wulkanu wypełniony zastygłą lawą. Podobno pod starą gruszą rosnącą pod szczytem czart czyha na nieostrożnych wędrowców, którzy zapędzą się tutaj nocą. Chyba też świętował koniec starego roku, bo nie pokazał się nam ;-) Ze szczytu niewiele widać nocą, choć za dnia rozpościera się stąd wspaniała panorama Karkonoszy i Pogórza Kaczawskiego. 
Otwieramy szampana i składamy sobie życzenia na nadchodzący rok. Niech będzie dobry i szczęśliwy, niech się spełnią nasze plany. Tego i Wam życzę, moi drodzy! Niech nam się wiedzie!