U progu jesieni życia odbiło nam. Sprzedaliśmy nasz mały, biały, wygodny domek i kupiliśmy ruderę na Pogórzu Izerskim. W dodatku jesteśmy przekonani, że była to najlepsza decyzja naszego życia.
niedziela, 3 kwietnia 2011
Mamy jaja ;-)
Mamy wiosnę pełną gębą... upalną i wybuchową ;-) Zielone buchnęło, pąki eksplodują. Pełne szaleństwo! Nareszcie... ;-)
środa, 23 marca 2011
W ostatnich promieniach słońca
zachodzącego zbyt szybko, pośpiesznie porobiłam zdjęcia.
Pudełka pojadą jutro do stęsknionych właścicielek.
Pobawiłam się w błotku z okrutnie stęsknionymi panienkami.
Bo jak sunie są stęsknione i znudzone, to robią takie rzeczy... :(
Wydmuszka miała więcej szczęścia. Wyniosłam ją do pokoju na poddaszu i wyjęłam klamkę z drzwi ;-)
Czy nie są to powody do uśmiechu?
Ściskam Was czule!
Pudełka pojadą jutro do stęsknionych właścicielek.
Pobawiłam się w błotku z okrutnie stęsknionymi panienkami.
Bo jak sunie są stęsknione i znudzone, to robią takie rzeczy... :(
Wydmuszka miała więcej szczęścia. Wyniosłam ją do pokoju na poddaszu i wyjęłam klamkę z drzwi ;-)
Czy nie są to powody do uśmiechu?
Ściskam Was czule!
poniedziałek, 14 marca 2011
Chciałam wylać żale
ale nawet na to nie mam czasu...
Chwalicie się na blogach małymi kózkami, tuzinami pisanek, biżuterią zapierającą dech, spacerami bardzo malowniczymi, zwiastunami wiosny w ogrodach...
Strzelacie z biodra postami z szybkością karabinów maszynowych...
A ja co?
Siedzę przy biurku, zerkam za okno, dusza mi wyje z tęsknoty, okowy brzęczą...
I tak sobie rozmyślam, jak swoje żale wyleję - rysując kolejne dziesięć kresek w projekcie (komu to potrzebne?), pomiędzy piątym a szóstym telefonem do warsztatu (załatwić linkę holowniczą), podcinając róże i maliny (trzeba wysłać paczką), podczas jazdy mopem po raz dwunasty (błotko, błotko), lakierując pudełko decu po raz n-ty (terminowe zobowiązanie), szukając bardzo-potrzebnego-dokumentu (na pewno jest w czarnej dziurze), spisując sobie sprawy do załatwienia na cały tydzień... lekarz, dentysta, mechanik, zaległe maile... Pośpiech, mój wróg!
I na porządnego posta już miejsca i sił nie ma ;-)
Więc tylko wrzucę zdjęcia.
Przeczytałam właśnie książkę "Tysiąc dni w Toskanii", gdzie nikt się nie śpieszy, wino i oliwa leją się strumieniami, życie jest proste, surowe i pełne... Och, nie da się tej książki czytać bez butelki wina... I aż mnie skręca z zazdrości...
Na szczęście w następnym tomie nie wiedzie się im tak dobrze, więc jest szansa, że wrócę do równowagi ;-)
Bylebyście zbytnio nie dręczyły mnie swoimi bezkrytycznie radosnymi wpisami. No!
A poza tym - ściskam Was wiosennie...
Chwalicie się na blogach małymi kózkami, tuzinami pisanek, biżuterią zapierającą dech, spacerami bardzo malowniczymi, zwiastunami wiosny w ogrodach...
Strzelacie z biodra postami z szybkością karabinów maszynowych...
A ja co?
Siedzę przy biurku, zerkam za okno, dusza mi wyje z tęsknoty, okowy brzęczą...
I tak sobie rozmyślam, jak swoje żale wyleję - rysując kolejne dziesięć kresek w projekcie (komu to potrzebne?), pomiędzy piątym a szóstym telefonem do warsztatu (załatwić linkę holowniczą), podcinając róże i maliny (trzeba wysłać paczką), podczas jazdy mopem po raz dwunasty (błotko, błotko), lakierując pudełko decu po raz n-ty (terminowe zobowiązanie), szukając bardzo-potrzebnego-dokumentu (na pewno jest w czarnej dziurze), spisując sobie sprawy do załatwienia na cały tydzień... lekarz, dentysta, mechanik, zaległe maile... Pośpiech, mój wróg!
I na porządnego posta już miejsca i sił nie ma ;-)
Więc tylko wrzucę zdjęcia.
Przeczytałam właśnie książkę "Tysiąc dni w Toskanii", gdzie nikt się nie śpieszy, wino i oliwa leją się strumieniami, życie jest proste, surowe i pełne... Och, nie da się tej książki czytać bez butelki wina... I aż mnie skręca z zazdrości...
Na szczęście w następnym tomie nie wiedzie się im tak dobrze, więc jest szansa, że wrócę do równowagi ;-)
Bylebyście zbytnio nie dręczyły mnie swoimi bezkrytycznie radosnymi wpisami. No!
A poza tym - ściskam Was wiosennie...
poniedziałek, 7 marca 2011
Lubię ten czas
...jak ja to lubię!
Te dni, kiedy przyjeżdża moja córcia, kiedy jesteśmy razem, śmiejemy się, kombinujemy i gadamy, gadamy... O naszych babskich sprawach, o naszych facetach i naszych planach na przyszłość...
Fajny był ten weekend.
Smażyłyśmy faworki, piekłyśmy chleb i pizzę.
Mój przyszły zięć usmażył górę pysznych naleśników, robił pyszne drinki i nie narzucał się ;-)
A my gadałyśmy i filcowałyśmy:
Najlepsze życzenia, babeczki, w dniu naszego jutrzejszego święta! Fajnych córek, synowych, teściowych i przyjaciółek ;-)
Te dni, kiedy przyjeżdża moja córcia, kiedy jesteśmy razem, śmiejemy się, kombinujemy i gadamy, gadamy... O naszych babskich sprawach, o naszych facetach i naszych planach na przyszłość...
Fajny był ten weekend.
Smażyłyśmy faworki, piekłyśmy chleb i pizzę.
Mój przyszły zięć usmażył górę pysznych naleśników, robił pyszne drinki i nie narzucał się ;-)
A my gadałyśmy i filcowałyśmy:
Najlepsze życzenia, babeczki, w dniu naszego jutrzejszego święta! Fajnych córek, synowych, teściowych i przyjaciółek ;-)
niedziela, 27 lutego 2011
Losowanie i suplement
Nie było zbyt wielu chętnych na 'Edwarda Tulana'. Szkoda... To książka, którą da się połknąć w jeden wieczór, tym bardziej nie stanowi wyzwania, niczym 'Ulisses' jakiś...
Garstka śmiałków zasługuje więc na wielkie podziękowanie z mojej strony za udział w zabawie. Dziękuję Wam gorąco!
Losowanie odbyło się w samo południe, w najjaśniejszym miejscu chałupki - czyli na inkwizycyjnym stole tortur:
Zamknęłam oczy i wyciągnęłam los, a Wielki Inkwizytor odczytał wyrok:
Gratuluję, moja droga, jak już ochłoniesz napisz maila!
Korzystając z pięknego światła zrobiłam trochę więcej zdjęć. Ostatnio nieco się obnażyłam przed Wami, więc dzisiaj jako suplement kawałek mojego miejsca działań twórczych i jeszcze coś o mnie z przymrużeniem oka
- słucham tylko Trójki
- co wieczór gotuję "psią zupę" dla panienek
- nienawidzę prasować i robię to w ostatniej chwili
- mam słaby refleks jeśli chodzi o błyskotliwe odpowiedzi ;-)
Takie sobie teraz bardzo wiosenne rzeczy dłubię ;-) Zgadnijcie, kto obgryzł nożyczki...?
Życzę Wam równie słonecznej niedzieli, jak u mnie. Lecimy na spacer!
ps
Nie bardzo rozumiem, dlaczego na podglądzie mam równiutko ustawione zdjęcia, a potem się tak wyświetlają bez ładu... Może mnie ktoś oświecić?
Garstka śmiałków zasługuje więc na wielkie podziękowanie z mojej strony za udział w zabawie. Dziękuję Wam gorąco!
Losowanie odbyło się w samo południe, w najjaśniejszym miejscu chałupki - czyli na inkwizycyjnym stole tortur:
Zamknęłam oczy i wyciągnęłam los, a Wielki Inkwizytor odczytał wyrok:
Gratuluję, moja droga, jak już ochłoniesz napisz maila!
Korzystając z pięknego światła zrobiłam trochę więcej zdjęć. Ostatnio nieco się obnażyłam przed Wami, więc dzisiaj jako suplement kawałek mojego miejsca działań twórczych i jeszcze coś o mnie z przymrużeniem oka
- słucham tylko Trójki
- co wieczór gotuję "psią zupę" dla panienek
- nienawidzę prasować i robię to w ostatniej chwili
- mam słaby refleks jeśli chodzi o błyskotliwe odpowiedzi ;-)
Takie sobie teraz bardzo wiosenne rzeczy dłubię ;-) Zgadnijcie, kto obgryzł nożyczki...?
Życzę Wam równie słonecznej niedzieli, jak u mnie. Lecimy na spacer!
ps
Nie bardzo rozumiem, dlaczego na podglądzie mam równiutko ustawione zdjęcia, a potem się tak wyświetlają bez ładu... Może mnie ktoś oświecić?
piątek, 25 lutego 2011
Każdy ma swoją inkwizycję
...która go dręczy niewygodnymi pytaniami ;-)
Moim Wielkim Inkwizytorem stała się Kaprysia, która upierdliwie drąży temat... no właśnie, temat który miał być tajemnicą i którym chciałam zabłysnąć!
Kaprysia otóż, mistrz nad mistrze, najpierw sprowokowała u mnie wybuch nowej pasji, potem z ogromną cierpliwością i szczodrością udzielała rad i wsparcia, na koniec zaś zażądała efektów czyli owoców moich nieśmiałych prób.
Mówię Wam - filowanie wciąga!
Nie ma to jak dobre źródło inspiracji ;-) Kaprysiu, jestem Twoją dłużniczką!
Teraz część przyjemniejsza ;-) Winna Wam jestem rozwiązanie zagadki fotograficznej z poprzedniego postu. Wasza nieposkromiona fantazja przy wymyślaniu zastosowania tego dziwnego ustrojstwa przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Były odpowiedzi bliskie prawdy i bardzo romantyczne, i całkiem fantastyczne! A jedna - i to pierwsza - prawidłowa! Kasia nie tylko zgadła, że to urządzenie do zapisywania wyników, ale jeszcze wykazała się czujnością i błyskawiczną reakcją ;-) Gwoli ścisłości dodam, że jest to urządzenie do zapisywania wyników gry w bilard produkcji "naszych" panów Orme. Ja obstawiałam baardzo stare radio...
Tak więc oprócz właściwej odpowiedzi postanowiłam nagrodzić dodatkowo wylosowaną spośród wszystkich Waszych propozycji, bo były urocze ;-) Sierotką została moja lewa łapka (na panienki, jak wiecie, nie ma co w tej kwestii liczyć), prawa łapka sprawdzała poprawność losowania. I otóż wyciągnęła...
...Amelię10, która remontuje 100-letnią chatę!
Dziewczyny, proszę o kontakt w kwestiach technicznych!
Żywię nadzieję, że choć trochę frajdy sprawiła wszystkim ta mała zabawa ;-)
Ale to jeszcze nie koniec. Zostałam obdarowana wyróżnieniem, a jednocześnie wywołana do tablicy przez Anię w małym domku. Zasady tego wyróżnienia nakazują bowiem przekazać je trzem kolejnym osobom i zdradzenie siedmiu rzeczy, jakich o mnie nie wiecie.
Hmm...
1. mam dyplom inżyniera górniczego III stopnia
2. i certyfikat Wiedźmy Walońskiej przyznany przez Mistrza Walońskiego
3. rano pijam bawarkę
4. mam lęk wysokości
5. noszę kamienie w torebce
6. śpiewam prowadząc samochód (no to za dużo powiedziane, wrzeszczę sobie), a czasem miotam głośne wyzwiska... mówiąc krótko z łagodnej osoby zmieniam się w demona
7. swoje auto nazwałam "Smoczyca" i tak też się do niej zwracam
Aniu, gorąco Ci dziękuję! czy wystarczająco zaszalałam?
Wyróżnienie wraz z prośbą o wyznania przekazuję:
Esterze
Marynie
Bree
chętnie dowiem się czegoś więcej o Was ;-)
Aha, przypominam, że jeszcze jutro do północy można zapisywać się na podróżującego Edwarda Tulana. Troszkę mnie smuci, że tak mało osób jest chętnych... Ostatnie badania przyniosły wstrząsające wyniki na temat czytelnictwa w Polsce - ponad 50% dorosłych Polaków nie miało w ręku ani jednej książki w ciągu roku! - więc byłoby dobrze podnieść statystyki...
Ściskam czule i do niedzieli!
Moim Wielkim Inkwizytorem stała się Kaprysia, która upierdliwie drąży temat... no właśnie, temat który miał być tajemnicą i którym chciałam zabłysnąć!
Kaprysia otóż, mistrz nad mistrze, najpierw sprowokowała u mnie wybuch nowej pasji, potem z ogromną cierpliwością i szczodrością udzielała rad i wsparcia, na koniec zaś zażądała efektów czyli owoców moich nieśmiałych prób.
Mówię Wam - filowanie wciąga!
Teraz wspólne weekendy z moją córcią spędzamy z mokrymi rękami nad folią bąbelkową ;-)
A tu coś, czego urokowi nie mogłam się oprzeć: dred a`la Kapryśnik ;-)Nie ma to jak dobre źródło inspiracji ;-) Kaprysiu, jestem Twoją dłużniczką!
Teraz część przyjemniejsza ;-) Winna Wam jestem rozwiązanie zagadki fotograficznej z poprzedniego postu. Wasza nieposkromiona fantazja przy wymyślaniu zastosowania tego dziwnego ustrojstwa przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Były odpowiedzi bliskie prawdy i bardzo romantyczne, i całkiem fantastyczne! A jedna - i to pierwsza - prawidłowa! Kasia nie tylko zgadła, że to urządzenie do zapisywania wyników, ale jeszcze wykazała się czujnością i błyskawiczną reakcją ;-) Gwoli ścisłości dodam, że jest to urządzenie do zapisywania wyników gry w bilard produkcji "naszych" panów Orme. Ja obstawiałam baardzo stare radio...
Tak więc oprócz właściwej odpowiedzi postanowiłam nagrodzić dodatkowo wylosowaną spośród wszystkich Waszych propozycji, bo były urocze ;-) Sierotką została moja lewa łapka (na panienki, jak wiecie, nie ma co w tej kwestii liczyć), prawa łapka sprawdzała poprawność losowania. I otóż wyciągnęła...
...Amelię10, która remontuje 100-letnią chatę!
Dziewczyny, proszę o kontakt w kwestiach technicznych!
Żywię nadzieję, że choć trochę frajdy sprawiła wszystkim ta mała zabawa ;-)
Ale to jeszcze nie koniec. Zostałam obdarowana wyróżnieniem, a jednocześnie wywołana do tablicy przez Anię w małym domku. Zasady tego wyróżnienia nakazują bowiem przekazać je trzem kolejnym osobom i zdradzenie siedmiu rzeczy, jakich o mnie nie wiecie.
Hmm...
1. mam dyplom inżyniera górniczego III stopnia
2. i certyfikat Wiedźmy Walońskiej przyznany przez Mistrza Walońskiego
3. rano pijam bawarkę
4. mam lęk wysokości
5. noszę kamienie w torebce
6. śpiewam prowadząc samochód (no to za dużo powiedziane, wrzeszczę sobie), a czasem miotam głośne wyzwiska... mówiąc krótko z łagodnej osoby zmieniam się w demona
7. swoje auto nazwałam "Smoczyca" i tak też się do niej zwracam
Aniu, gorąco Ci dziękuję! czy wystarczająco zaszalałam?
Wyróżnienie wraz z prośbą o wyznania przekazuję:
Esterze
Marynie
Bree
chętnie dowiem się czegoś więcej o Was ;-)
Aha, przypominam, że jeszcze jutro do północy można zapisywać się na podróżującego Edwarda Tulana. Troszkę mnie smuci, że tak mało osób jest chętnych... Ostatnie badania przyniosły wstrząsające wyniki na temat czytelnictwa w Polsce - ponad 50% dorosłych Polaków nie miało w ręku ani jednej książki w ciągu roku! - więc byłoby dobrze podnieść statystyki...
Ściskam czule i do niedzieli!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
