niedziela, 9 października 2011

Cukierek

Oj, chciałoby się przesunąć troszkę moment losowania,  bo przyznaję bez bicia, że oba fanty wymagają jeszcze dopieszczenia... ale da się je już pokazać światu, a ja mam świadomość, że nie powinnam dłużej zwlekać ;-)

Sierotka, oderwana na chwilę od demolowania naszego domu, wyciągnęła karteczkę ze szczęśliwym losem i...
taca poleci do Bei! Gratuluję Beo i mam nadzieję, że znajdzie miejsce w Twojej wspaniałej kuchni ;-)

Nagroda pocieszenia czyli letnio-jesienna jeżynowa bransoletka przypadła Trilli ;-) 
Trilli, proszę Cię o maila z adresem ;-)

Pięknie dziękuję wszystkim za udział w zabawie. Przy okazji zagościło na moim blogu kilka nowych osób, które witam ciepło ;-) a ja poznałam parę ciekawych miejsc. Przepraszam, że nie u wszystkich zdążyłam zostawić czułe słówko, ale będę nadrabiać zaległości ;-) 
Tymczasem lecę ratować przed zapędami Padre wszystkie bardzo-potrzebne-rzeczy oraz rzeczy-które-mogą-się-kiedyś przydać, gdyż najwyraźniej ma zamiar napalić nimi w kominku ;-)
Miłej niedzieli! 

wtorek, 4 października 2011

Skucha i skrucha

Niniejszym proszę Was o wybaczenie, gdyż nie zdążyłam z losowaniem, pomijając że i taca w rozsypce... Powrót Padre obok całej szczęśliwości wprowadził kompletną reorganizację w moim-naszym życiu, toteż mamy teraz totalne pandemonium połączone z małym remontem. Przekładam więc losowanie na niedzielę, a w ramach rekompensaty obiecuję, że dorzucę jakiegoś gratisa ;-))
Już teraz bardzo Wam dziękuję za życzenia i miłe komentarze, a nowe osoby witam serdecznie i przyrzekam, że na pewno wszystkich odwiedzę.
No to do niedzieli, moi drodzy, ściskam czule! 

piątek, 30 września 2011

Między zmierzchem a świtem

czyli Europa nocą subiektywnie i wyrywkowo... czyli migawki z naszej podróży.
20 godzin na promie do Cherbourga. I znowu znaleźliśmy się w Normandii.

Opactwo Monte-Saint-Michel. Jeden z cudów architektury Francji, magiczne miejsce z niezwykłą historią. Niestety - sława ma swoją cenę: tabuny turystów, głównie Japończyków, nawet po sezonie i po zachodzie słońca. Mimo to udało nam się znaleźć trochę intymności...

Rouen już było, pamiętacie? Poprawiliśmy, tym razem bez pośpiechu ;-)

Przycupnięte w dolinie Renu słynne wśród winiarzy miasteczko Rüdesheim, otoczone winnicami, ma niepowtarzalny, trochę bożonarodzeniowy, klimat. Nasz GPS zwariował wśród jednokierunkowych uliczek, tak wąskich, że odruchowo wciągałam brzuch ;-) Obudził nas donośny głos dzwonów, zapowiadających cudowny dzień. Niestety, niezwykły urok tego miejsca zbladł wraz z brzaskiem... 

Wreszcie jesteśmy w domu, w komplecie ;-)
Ściskam czule!

niedziela, 4 września 2011

Tupecik czyli Inkwizycja mami ;-)

Trzeba mieć tupecik, żeby obiecywać gruszki na wierzbie, nieprawdaż?
Ale za dwa dni lecę po Padre i zabieram go do domu. A po drodze robimy sobie wakacje ;-)
No a tak pięknie, acz niefortunnie, się składa, że niedługo mój blog kończy roczek! Co jest dla mnie wielkim powodem do radości, bo - po pierwsze - oznacza to, że nie jestem tak do końca niekonsekwentna i nie zawsze mam słomiany zapał, a po drugie - po prostu bardzo go lubię! ;-) Nie spodziewałam się, że stanie się częścią mojego życia - a to dzięki Wam, drogie moje bloginie i oczywiście nieliczny, acz bardzo mile widziany, pierwiastku męski! ;-)
Aby więc podziękować Wam za czułą obecność i aby tradycji stało się zadość, chciałabym ogłosić, że Inkwizycja mami cukierkiem ;-) Mami, ponieważ cukierka jeszcze nie ma, a na urodziny bloga nie zdążę wrócić. Niemniej jednak pewne prace wstępne poczyniłam i chciałam pokazać Wam zajawkę cukierka, nieco już przeze mnie sponiewieranego.
Obiecuję, że po powrocie z urlopu ze zdwojoną energią zabiorę się za dopieszczanie "cukierka". Tymczasem wszyscy mogą zgłaszać chęć przygarnięcia tacy w komentarzach pod tym postem (i tradycyjne proszę o podlinkowaną informację na własnym blogu). Losowanie hmmm... no niech będzie za miesiąc, czyli 4 października.
Gratulacje i życzenia dla Inkwizytorium także można przesyłać od tej chwili ;-)) ...a co tam - może jeszcze przed wyjazdem zdążę przeczytać ;-)
Ściskam Was czule i znikam na trochę... będę tęsknić...

sobota, 27 sierpnia 2011

Plon niesiemy...

Plon mojej ogórkowej grządki. Dość mizerny, przyznacie ;-)
Za to dynie mnie nie zawiodły. Moje ukochane jesienne warzywo ;-) Pomijając walory smakowe, ma zniewalająco urocze kwiaty, a i owoce zachwycają - mnie przynajmniej - urodą.
W tym roku dzięki wielkiej serdeczności Bei (prowadzi świetny blog "Bea w kuchni" i tam też znajdziecie mnóstwo przepisów na dania z dynią w roli głownej), która podzieliła się ze mną nasionami, spodziewam się takich okazów: 
Hokkaido 'Potimarron'



Sweet Mama


Jarrahdale


Butternut
Tak, mam nadzieję, będą wyglądać;-) - zdjęcia pobrałam ze strony sprzedawcy nasion .
Codziennie po powrocie do domu i nakarmieniu inwentarza, robię obchód dyniowego poletka. Sprawdzam, czy niczego im nie brakuje i prawię czułe słówka ;-)  A one rosną!

Jarrahdale wspięła się po krzewie czarnego bzu, ukryła wśród listowia i dopiero wczoraj ją odkryłam ;-)  A dyniek Butternut jest naprawdę sporo! 
Co poza tym?... 
Żywopłot z hibiskusów pokrył się kwiatami, róże kwitną po raz drugi. 
A na polach już jesienne klimaty...
Chyba lato mamy z głowy ;-)
Ściskam czule!