Ogłaszam: Klub Kota Jasna 8 jest u mnie podpadnięty!
Od kilku dni próbujemy wybrać zdjęcia do konkursu - jedno zdjęcie na jednego psa, ha ha! ;-) Tytuł: Zabawy z psem. To przecież niemożliwe! Nie znoszę wybierać! Nie potrafię ;) Moje panny nie robią nic innego, tylko bawią się (no i w przerwach śpią). I najchętniej zmuszają nas do współudziału ;)
Ulubione zabawy to jak Państwo rzuca sznurek/patyk i można go złapać w locie. A potem zamotać...
... albo ulżyć swędzącym dziąsłom :)
Kąpiele w bele czym ;)
Ogryzanie pniaczków (tak Sorsha rozładowuje frustrację, gdy po raz kolejny Kri wyprzedza ją w wyścigu po sznurek).
Zabawa w zagryzanego (swoją drogą - tu są dwa psy na jednym zdjęciu - i jak to pogodzić?!)
Dobrze, że chociaż na blogu mogę sobie pofolgować ;-))
Drogą ujmowania sobie i wyrzeczeń ostatecznie zgłaszamy do konkursu 2 (słownie: dwa) zdjęcia, ale uważamy to za nadużycie i składamy zażalenie wszem i wobec.
Głosujcie, kochani, zgodnie z Waszym sumieniem i w sposób jedynie słuszny. Wdzięczność nasza będzie niezmierna (panienki pozostają w nieświadomości, więc na ich wdzięczność nie ma co liczyć) ;)
Ściskam czule
U progu jesieni życia odbiło nam. Sprzedaliśmy nasz mały, biały, wygodny domek i kupiliśmy ruderę na Pogórzu Izerskim. W dodatku jesteśmy przekonani, że była to najlepsza decyzja naszego życia.
czwartek, 11 października 2012
niedziela, 7 października 2012
Szybki konkurs dla entuzjastów
Moi drodzy!
Ogłaszam szybki konkurs z atrakcyjną nagrodą.
Do wygrania wejściówka dla jednej osoby na Cohabitat
Gathering, festiwal marzycieli,
budowniczych, eko-fascynatów, społecznych aktywistów.
Wartość takiej wejściówki w złotówkach to 250. Natomiast
wiedza i inspiracja, które można zdobyć na festiwalu, jest całkowicie bezcenna.
Wejściówkę ofiarowuje moja córka, która ma zarezerwowane
miejsce, ale niestety nie będzie mogła wziąć udziału w festiwalu. Jeśli ktoś z Was ma czas i możliwość pojawić
się w Łodzi w dniach 13-14 października, to zapraszam do udziału ;)
Informacje ze strony
festiwalu:
"Cohabitat Gathering to dwa dni inspirujących spotkań w
gronie osób pragnących odpowiedzialnie budować mądry i piękny świat wokół siebie.
Festiwal jest niezwykłym tyglem nowatorskich rozwiązań - od
domów z gliny, przez technologie solarne po modele budowania społeczności.
Festiwal Cohabitat Gathering (13-14 października) to dwa dni
spotkań i wystąpień ekspertów i fascynatów architektury naturalnej, maszyn open-hardware,
lokalnej autonomii i koncepcji budowania społeczności.
Jako cywilizacja jesteśmy w stanie porzucić, przestarzałą
już, koncepcję
postępu-dla-samego-postępu i stworzyć zdrową i komfortową przestrzeń życia.
Brzmi ekscytująco? To dopiero początek.
Festiwal jest platformą dla tych, którzy czują w sobie tę
nową jakość i chcą się nią podzielić."
Informacje o prelegentach znajdziecie tu:
Program można zobaczyć tutaj:
Co trzeba zrobić, aby wygrać?
Po pierwsze - napisać na swoim blogu o festiwalu, jego
ideach i o tym, dlaczego warto, by wieść o
takim wydarzeniu dotarła do jak największej ilości osób.
Po drugie - skomentować ten wpis. W komentarzu zamieścić link do postu o
festiwalu oraz napisać, jak macie zamiar wykorzystać wiedzie zdobytą w trakcie
tych dwóch dni.
Po trzecie - poczekać na rozstrzygniecie konkursu, które nastąpi
już w
ten wtorek (9 października) o godzinie 19. To ważne, żebym
mogła przekazać organizatorowi festiwalu dane zwycięzcy do godz. 21 – bądźcie czujni!
Zwycięzcą zostanie autor najciekawszej wypowiedzi, wyłoniony
przez jury w składzie: Inkwizycja i Thrima (moja córcia ;)
Nagrodą pocieszenia będzie słoiczek własnoręcznie
przyrządzonej, z całkowicie ekologicznej przydomowej uprawy – zgodnie z duchem festiwalu ;) - konfitury malinowej ;-)
Gorąco zapraszamy!
środa, 19 września 2012
Zbiory i podzbiory
Jestem takim ogrodnikiem, co to "nie sieje, nie orze, a samo mu rośnie". No, niech będzie - wsiałam dynie i fasolkę... ale poza tym moja rola ograniczyła się do chluśnięcia gnojówką z pokrzyw raz i drugi i do liczenia dyń ;-)
No i urosło mi:
To dopiero połowa dyniowego zbioru... nie mam pojęcia, gdzie je będę trzymać ;-) Na razie wygrzewają się na murku.
Ja nawet nie muszę ich jeść, wystarczy, że mogę je oglądać, patrzeć jak kwitną, a potem dojrzewają... A na koniec - zbierać i karmić innych ;-)
Ten krzaczek pomidorka koktajlowego wysiał się zupełnie SAM. Dwa lata temu stała tu donica z kompozycją warzyw ozdobnych - krzaczek pomidorka, koper ozdobny, karbowana pietruszka i ozdobna niejadalna poziomka - zdewastowały ją pomrowy... pewnie stąd to nasionko. Ulokował się pod ławką... więc tam pozostał. Może nawet doczekamy się jesiennych pomidorków?
A znakiem tego, że niechybnie lato się kończy jest mój powrót do dekupażu i do rozgrzebanych, a dawno porzuconych projektów...
Ściskam czule ;)
No i urosło mi:
To dopiero połowa dyniowego zbioru... nie mam pojęcia, gdzie je będę trzymać ;-) Na razie wygrzewają się na murku.
Ja nawet nie muszę ich jeść, wystarczy, że mogę je oglądać, patrzeć jak kwitną, a potem dojrzewają... A na koniec - zbierać i karmić innych ;-)
Ten krzaczek pomidorka koktajlowego wysiał się zupełnie SAM. Dwa lata temu stała tu donica z kompozycją warzyw ozdobnych - krzaczek pomidorka, koper ozdobny, karbowana pietruszka i ozdobna niejadalna poziomka - zdewastowały ją pomrowy... pewnie stąd to nasionko. Ulokował się pod ławką... więc tam pozostał. Może nawet doczekamy się jesiennych pomidorków?
Ściskam czule ;)
piątek, 14 września 2012
Kocie pozycje
Drodzy kociarze, fajny konkurs na dziwne kocie pozycje ogłosił Klub Kota Jasna 8 (info na pasku bocznym). Ale moje koty są beznadziejnie układne, kładą się i siadają równiutko, łapki pod siebie i buzie w ciup! Więc szans w konkursie nie mamy żadnych ;-)
Zamiast tego, pozostając w kociej tematyce, chciałam Wam pokazać kotki Marty, mojej zupełnie bezblogowej koleżanki. Znalazła je w rowie jakieś dwa tygodnie temu, chore i wychudzone. Wyhołubiła je i podpasła, jeden znalazł nowy dom, a pozostała trójeczka rozwesela jej życie. Czyż nie są słodkie?
W zasadzie czarna koteczka jest do adopcji, gdyby ktoś przekonał Martę, że bardzo, bardzo jej pragnie.
Uściski, mrrrau!
Uwaga: kocie wygibasy są już TU. Głosujcie!
Zamiast tego, pozostając w kociej tematyce, chciałam Wam pokazać kotki Marty, mojej zupełnie bezblogowej koleżanki. Znalazła je w rowie jakieś dwa tygodnie temu, chore i wychudzone. Wyhołubiła je i podpasła, jeden znalazł nowy dom, a pozostała trójeczka rozwesela jej życie. Czyż nie są słodkie?
W zasadzie czarna koteczka jest do adopcji, gdyby ktoś przekonał Martę, że bardzo, bardzo jej pragnie.
Uściski, mrrrau!
Uwaga: kocie wygibasy są już TU. Głosujcie!
niedziela, 2 września 2012
W trybikach kieratu czyli tam i z powrotem
Lubię brać
urlop pod koniec lata. Kiedy wszyscy z piękną opalenizną, głowami pełnymi
wspomnień i w szponach depresji pourlopowej muszą wracać do pracy, ja wciąż mam przed sobą tą cudowną
perspektywę wolności ;-)
Poza tym po
sezonie jest ciszej, spokojniej, bardziej romantycznie...
Byliśmy w
Takim Jednym Miejscu, o którym na razie nie mogę pisać.
Trochę się
już do niego przyzwyczaiłam, ale jeśli coś pójdzie nie tak... trudno.
Na razie
mam głowę pełną wrażeń i już za sobą depresję pourlopową. Opalenizny
zjawiskowej nie mam, za to nogi podrapane, jak w przedszkolu ;-)
TAM:
I teraz uwaga: to cudo powyżej to przegorzan. A "koper" poniżej - dzięgiel leśny. No naumiałam się ;-) Dzięki Megi. Megi, dzięki!
Nasz domek
tymczasowy bardzo przypadł panienkom do gustu. Kuchnia też. I wybieg... bez
końca ;-) Chyba wszystko im się TAM podobało ;-)
Wschody i
zachody słońca były zjawiskowe. Zachody miały tą przewagę, że można było robić
zdjęcia nie ruszając się z leżaka, żeby obejrzeć wschód trzeba było wygramolić
się ze śpiwora o 5 rano i polecieć jakieś 30 m na przełęcz ;-)
Wycieczka
żółtym szlakiem z Komarna do Wojcieszowa skończyła się wędrówką "na
azymut" i spotkaniem liska. A nawet
dwóch ;-) Bawiły się jak szczeniaczki... a my podglądaliśmy je z daleka z
zapartym tchem (i z panienkami na smyczy... całe szczęście, że były zmęczone).
Zwyczajowo
w tle majaczy Ostrzyca Proboszczowicka – nieczynny wulkan.
A PO
POWROCIE:
Rano trzeba śmigać do roboty, a po pracy - słoiki (tak, droga Ystin), słoiki, słoiki… ;-)
Ogarniam maliny, które mnie osaczają. Liczę dynie i ważę je w oczach i już myślę, co będzie można z nich upichcić ;-) Podbieram szpakom trochę czarnego bzu i nastawiam nalewki.
Spędziłyśmy z
Megi wieczór i kawałek nocy na rozmowie o chwastach, zbiegach okoliczności i
naprawianiu świata.
Lato pomału
się kończy. Słońce jest zamglone, rano na trawie długo leży rosa, wieczory chłodniejsze. Czai się jesień pełna perspektyw... Jestem na nią przygotowana;-)
Ściskam Was czule
Subskrybuj:
Posty (Atom)











