środa, 15 maja 2013

Obrazki z prowincji

Jak się mieszka na prowincji komuś, kto przeprowadził się z dużego miasta? Przyjemnie... jeśli trafił do Jeleniej Góry. To urocze miejsce. Wszędzie jest blisko. Wystarczy podreptać do końca ulicy i już jesteśmy w lesie, a góry są na wyciągnięcie ręki. Idealnie na spacer z psem;)

10 minut marszu w drugą stronę i trafiamy na Rynek - akurat na Międzynarodowe Targi Turystyki. Za 5,50 PLN można kupić wegetariańskiego mega-tosta i zanim się go zje, już kończy się brukowany kocimi łbami deptak wzdłuż zabytkowych kamieniczek, więc trzeba zawrócić i mając znowu wolne ręce można zrobić trochę zdjęć. 



Kiedyś Jelenia Góra była dla mnie punktem przesiadkowym do wypadów w Karkonosze czy Izery, miejscem sentymentalnym, celem romantycznych wypadów z Wrocka na piwo;) Marzyłam, żeby tu zamieszkać. A w ten weekend pojechałam odwiedzić córcię, zięcia i ich psa;)
Wynajęcie małego domku z ogródkiem, widokiem na Szrenicę i przemiłymi sąsiadami, jest w zasięgu finansowym młodego małżeństwa na dorobku. Dlaczego więc stają się obiektem zdziwienia, gdy informują, że wyprowadzili się z Wrocławia na prowincję? Bo tendencje są akurat odwrotne. Może dlatego, że o pracę ciężko.
Ale jeśli ma się dość życia w wielkim mieście (chociaż czasami się za nim tęskni ;-)) i konkretne plany na przyszłość, to o miejsce pracy trzeba się postarać samemu. Zazdroszczę mojej córce, że miała dość odwagi i konsekwencji, aby swój pomysł na życie realizować krok po kroku, więc tym bardziej jej kibicuję i wspieram. Mnie zabrakło jednego i drugiego i cóż - wiodę smutny żywot niewolnika...
A w Farmie Form korale jak cukierki... do wzięcia - losowane przez zięcia ;)
Zapraszam i życzę szczęścia ;)

sobota, 4 maja 2013

Wodny ogród w kolorze blue

Czekałam na ten osławiony Dłuuugi Weekend i cieszyłam się jak dziecko. Cały tydzień wakacji!

Miały być nieśpieszne śniadania pod kwitnącą wiśnią, dużo dobrych książek i same dobre uczucia. I co?
Ano totalna klapa. Tylko wisienka stanęła na wysokości zadania i niezawodnie zakwitła.

Dobrze jest wiedzieć, że na czymś można polegać.

Tymczasem w ogrodzie mamy tradycyjnie staw. Panienki przeszczęśliwe ;)

Podwodny tulipan

Świetliki wodne

Wodołaz...

...i pies błotny

Powinnam się cieszyć przynajmniej z tego, że nie musiałam chodzić do pracy. Ale jakoś tym razem to nie wystarcza.

Pozdrawiam i do lepszego;)

środa, 17 kwietnia 2013

Nierasowy bloger

Czy to nie ja się niedawno z lekka podśmiewałam, że "rasowy bloger zanim zje obiad to zrobi mu zdjęcie"? Otóż z okazji wizyty córci -  wegetarianki z wegańskimi inklinacjami - popełniłam obiad tak fotogeniczny, że nie można było mu się oprzeć.  Zamiast zasiąść do stołu, Ada wybiegła z talerzem do ogrodu. 
Grillowana papryka i cukinia na kaszy gryczanej i szpinaku 'baby', polane jogurtowym sosem czosnkowym (tu sprzeniewierzyłam się zasadom wegańskim) i posypane pietruszką... dużo pietruszki!
Nijak nie mogę jednak zaliczyć się do rasowych blogerów, zaniedbując bloga i swoich miłych czytelników w sposób skandaliczny. Mam na swoje wytłumaczenie czynniki obiektywne i subiektywne, ale Wam ich oszczędzę. Zamiast tego - obiecany onegdaj kolejny odcinek podróży do Kerry.

Odkryty przez naszych kochanych irlandzkich rezydentów zupełnie przypadkiem, leśny teren rekreacyjny 'Glanteenassig', położony 24 km na zachód od Tralee, jest miejscem o urodzie na miarę naszego rezerwatu, ale całkowicie dostępnym, z miejscami do grilowania i parkingami; z drogami wewnętrznymi dla aut i dostępnością dla osób na wózkach.  Jak na Irlandię - las bardzo zacny;) jeziora z idealnie czystą wodą, w których odbijały się otaczające je szczyty - można w nich łowić ryby. Ścieżki "dydaktyczne" starannie opisane, ze świetnym patentem przeciwpoślizgowym - po prostu wyłożone siatką hodowlaną.
W dolnej części - las Sherwood, w górnej - Yellowstone ;)
I pasące się owce (rogate!, to nie barany!) łażące luzem, stojące nam na drodze i gapiące się w obiektyw. Oczywiście ich zdjęcia dedykuję Rogatej Owcy, to dzięki niej zwracam teraz baczną uwagę na takie duperele ;))
Prawdopodobnie będzie jeszcze kolejny odcinek... tymczasem ściskam czule ;)