poniedziałek, 22 czerwca 2015

Post o życiu

Kilka razy próbowałam napisać tego posta... 
Za nami pierwsze wykoty. To był trudny czas dla nas i naszych owiec.
Przy ciężkim porodzie straciliśmy ulubioną owieczkę i jej jagnię.
Tej samej nocy lis porwał, jedną po drugiej, dwie kilkudniowe jagniaczki - dwojaczki od Stiggi, uratowanej po Wielkiej Ucieczce z ciężką raną na nóżce.
Zostało nam sześć jagniąt - trzy dziewczynki i trzech chłopaczków. Nie obyło się bez przygód, a jednego baranka wciąż karmię butelką.
Niedługo potem umarła Sorsha, nasza starsza suczka. Odeszła dla nas zupełnie niespodziewanie, mimo że od kilku miesięcy chorowała i miewała gorsze dni.
Trudno to wszystko ogarnąć. Jeszcze trudniej napisać coś.
W końcu Krewni i Znajomi Królika- córcia moja i od-blogowe przyjaciółki - straciły cierpliwość i same opisały, pokazały i upomniały (że niby nie jestem już bloginią? jagniee?!).

A życie toczy się dalej. Ci, co żyją, wymagają opieki i czułości. Maluchy rosną. Owce ostrzyżone. Lecimy z remontem. 

Tak było w marcu / kwietniu:
Te dwie drobinki porwał lis... Stigga została bez swoich dzieci



Powstaje willa dla Agnieszki i Ruperta



Nasze pierwsze jagnię - Brunerek - o prawie miesiąc starszy od reszty
Hansik z mamą
Liza miała po urodzeniu ranę na grzbiecie 

A tak jest teraz:

Brunerek jest już prawie tak duży, jak jego mama Brunhilda

Pulpety: Liza i Esterka




Mój synuś Dali, wciąż pije mleczko z butli. Jego mama się wypięła...

Pierwszy z lewej smok Brunerek ;) Pierwsza z prawej Brunhilda, jego mama
Jeszcze kilka dni temu...

... i wczoraj

Daluś zawsze odstaje od reszty stada...


Orson jest wciąż psotnym dzieciaczkiem, choć rośnie jak na drożdżach  



Wczoraj przyjechała do nas biało-różowa Cirilla
Dostaje bęcki od naszych kóz...




No i tak to się toczy koło życia. Jesteśmy bliżej... wszystkiego, życia i śmierci. Bliżej i bardziej. Nie byłam gotowa na aż tak.

Ściskam czule,

Inkwi







czwartek, 26 marca 2015

Urodziło nam się!

Ale nie jagnię ;D


Nie wierzyłam własnym oczom, kiedy zobaczyłam dzisiaj rano na pastwisku taką niespodziankę.
Już pożegnaliśmy się z myślą, że klacze się kiedykolwiek oźrebią i uznaliśmy, że są po prostu grube...

Tymczasem owce wciąż zachowują pełne dyskrecji milczenie co do ich ewentualnej prokreacji ;)

A tak przy okazji, to chciałam wszystkich serdecznie zaprosić na jarmark wielkanocny w Galerii Izerskiej w Kromnowie. Nie wiem co prawda, co uda mi się tam wystawić, bo plany i przygotowania skutecznie są torpedowane przez zwierzątka. Ale będziemy razem z Adą i mamy zamiar dobrze się bawić ;)
...są zupełnie niegotowe...
Ściskam czule,
Inkwi ;) 

poniedziałek, 9 lutego 2015

Lekko spóźniony wpis o (nie)remontowaniu

Właściwie to miał być na koniec sezonu budowlanego. Ci, którzy u nas bywają wiedzą, jak jest. Ci, którzy nie bywają, czasami pytają: jak wam idą prace remontowe?

Ano tak... zupełnie od czapy. Nie remontujemy, a raczej - budujemy.

Na początek: garaż. Budowany dwa razy, bo za pierwszym w połowie położyła go wichura. Czegoś się jednak nauczyliśmy i teraz wszystkie konstrukcje są wiatroodporne ;)

W miejscu dawnej komórki stanął więc garaż z warsztatem, pełniący tymczasowo rolę magazynu. O taki śliczny:


Zaraz potem trzeba było postawić wiatę dla koni i owiec.  
To część dla owiec. Kozy są tu tylko gościnnie.


Potem przyszła kolej na koziarnię, przybudowaną do wiaty. Bardzo już chcieliśmy pozbyć się Jagnia z pokoju, a kózek z letniej kuchni.
Wszystkie zwierzątka były bardzo zainteresowane i starały się pomagać ;)

Na drewno do wędzarni powstał padrowymi ręcyma stojaczek. 

I na koniec sobie Padre spełnił swoją fanaberię i popełnił takie cóś:

A Dom?
Dostał całkiem nową skrzynkę elektryczną. Dziurawy dach został zabezpieczony. I na razie staruszek trzyma się nieźle ;)
Ściskam czule,

Inkwi ;)