wtorek, 3 czerwca 2014

Kłopot albo niespodzianka

Cóż bowiem znalazłam, robiąc dziś rano obchód pastwiska? Maleńkie jagnię ze złamaną nóżką, porzucone przez matkę i resztę stada. Płaczące wniebogłosy.

Tylko dlatego je zresztą znalazłam. Wszyscy od dawna siedzą na górnym pastwisku, a malec leżał na dolnym. A jakieś przeczucie miałam i tam poszłam.
Nie powiem, wkurzyłam się i k***y leciały. To miały być młode roczne owieczki, jarki, bez żadnych ciąż! A tu jakaś młoda matka znienacka urodziła i okazała się być zupełnie nieogarnięta.
Zawinęłam maluszka w koszulę, zabrałam do domu i za telefon, szukać pomocy. Z gospodarstwa, z którego moje owce przyjechały, dostałam mleko zastępcze i butelkę ze smoczkiem. Mała - bo to dziewczynka! - ssała tak łapczywie, że maleńką porcję zjadała w sekundpięć ;) A potem ssała mój palec i poczułam, że ssie mocno i jest bardzo silna. Tylko złamana nóżka jej smutno dyndała...
Nosiłam ją więc przy piersi, tuliłam i karmiłam co 1,5 godziny, czekając na wetkę. Próby odłożenia do koszyka kończyły się donośnym bekiem! Wetka złożyła nóżkę, unieruchamiając ją szczapką drewna, dała lekarstwa przeciwzapalne i przeciwbólowe i szczepionkę na część chorób (jako, że siary nie udało nam się zdobyć). 
Wydawało nam się, że najlepsze, co możemy zrobić, to złapać matkę i dostawić do niej małą. Ha. Złapać. Ale którą? Tą, która meczy na widok jagnięcia. 
No to zapraszam do nas na rodeo. Owce spieprzały aż miło, wszystkie. Skakały na metr w górę z rozwianym runem i dzikością w oczach. Złapaliśmy jedną i okazała się być niewinna ;) Pomógł nam przypadek: dwie owce zaplątały się rogami w siatkę i mieliśmy wielkie szczęście, bo jedna miała wielkie cycki ;) Z pomocą pana Władka rozdoiliśmy ją i jak tylko siara strzyknęła, przystawiliśmy jagniątko. Ależ ssała ;-)) Uff...
Na ten moment sytuacja jest taka: w przyszłej letniej kuchni (która była już stajnią i owczą izolatką) zrobiliśmy owczarnię, gdzie siedzi wyrodna matka i jej córka. Jeśli mała nie będzie ssała sama, trzeba będzie zdajać mleczko i karmić butelką. Ale jednak będą razem i może po kilku dniach jagnię nabierze siły i będzie ssać samodzielnie. 
A nóżka może się zrośnie.
Trzymajcie mocno kciuki!
Przedstawiam Wam nasze pierwsze jagnię:
Soya, ur. 3.06.2014, waga 2200 g ;)
ps
Dzisiaj ostatecznie zweryfikowałam wiarę w zwierzęta "bezobsługowe" ;)
ps2
Matka jednak nie chce karmić małej, nie daje się też zdoić - pozostaje butelka :(


52 komentarze:

  1. Och, Inkwizycjo, rzeczywiście kłopot. Ale jakiego miałaś nosa, żeby zrobić ten obchód!
    Bardzo mocno trzymam kciuki. Może ta wyrodna mateńka jeszcze się opamięta. No i za nóżkę pięknego jagniątka.

    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliczne Maleństwo, dasz radę i będziesz miała owieczkę, która nie będzie uciekać na widok człowieka gdzie pieprz rośnie :)
    Trzymam kciuki za Soyę i za Ciebie :)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co prawda to prawda.
      Może mleko soyowe?;-)
      zwierzę, bezobsługowe. ha. Padre dobrze prawił.
      (a już widzę, że sojowe dajesz)

      Usuń
    2. ano, Soya właśnie...
      chyba ją wezmę do łózka, bo padam. Co powie Padre po przebudzeniu, hę?

      Usuń
    3. On chyba niczemu sie nie dziwi.

      Usuń
  3. Da radę;)))) Trzymam za Was kciuki!!! Będziecie jeszcze to wesoło wspominać, gdy Soya będzie miała swoje młode;)))) A to niespodzianka!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham zwierzęta zwłaszcza psy.Trzymam za was kciuki kochana.Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Śliczne maleństwo - już będzie Twoja na zawsze, a w takim towarzystwie, jak na zdjęciu, prawdopodobnie spsieje na dobre. Będziesz miała jedyną w swoim rodzaju owcę psiakowato-człowiekowatą.

    OdpowiedzUsuń
  6. czarny słodziak:) trzymam kciuki za matczyne opamiętanie i nóżkę.
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  7. O rany, jaka piękna!! Inkwizycjo, ty to masz Intuicję! Mała miała szczęście, że ją znalazłaś, trzymam bardzo mocno kciuki, żeby nóżka się zrosła. Co za mać wyrodna z tej owcy! I jeszcze karmić nie chce zaraza jedna! Wierzę, że się wam uda i Soya dojdzie do siebie, trzymajcie się dzielnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inkwizycja -> Intuicja. :)

      Usuń
    2. Czarna owca, jak nic. A może to jednak nie ta?
      Jaka jest szansa, że nóżka się zrośnie?

      Usuń
    3. Miała cycki jak balony. I leciała siara. Na mus to ta.
      Nóżka powinna się zrosnąć. Trzeba czekać.

      Usuń
    4. A w szczapki jakieś się wkłada takie nóżki??? To się może lepiej zrośnie........Słodka i taka malusia, wykarmisz, jak mamka i będziesz miała owieczkę domową:))

      Usuń
    5. Tak, nóżka w szczapki włożona. Śpi słodko w koszyku, za 7 minut karmienie ;)

      Usuń
    6. Daje sie w koncu doic?

      Usuń
    7. Będziesz może miała domową owieczkę, jak Franek Pacjana:)

      Usuń
  8. A może jeszcze spróbować namówić mamę, żeby pokarmiła?
    Choć mama chyba nie bardzo chętna :( Będziesz więc owczą mamą, jak widać na zdjęciach, ktoś jest chętny do pomocy przy opiece nad Soyą.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale przygoda i jakie doświadczenie. Teraz jesteś domorosłym hodowcą owiec. Z drugiej strony szkoda, że maleństwo ucierpiało i dobrze, że dzięki Tobie tak to się potoczyło.

    OdpowiedzUsuń
  10. o żesz- ale piękne dziecie. Widocznie tak miało byc i już ;-) buziolam
    ps. dzis podpisałam kontrakt na moja pierwsza legalna prace i jestem strasznie dumna i szczesliwa- wygrałam z 3 belgami. bede pracowac w domu spokojnej starosci ;)))

    OdpowiedzUsuń
  11. Inkwi Ty dzielna kobieto. Oby jak najmniej takich smutnych i ostrodyżurowych niespodzianek ale całe szczęście, że Twoja inkwizycyjna intuicja działa na medal i że na Ciebie padło. To jagnię jeszcze nie raz okaże Ci wdzięczność i miłość. Cudo... prawdziwe CUDO! :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bezobsługowe zwierzęta to tak samo jak pasywny dochód :-)))
    Jesteś genialna.
    Mam nadzieję, że jednak z małą będzie dobrze, taka śliczna :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jakie to szczęście, że to maleństwo ma taką opiekunkę!

    OdpowiedzUsuń
  14. Karmimy teraz Soykę butelką, preparatem mlekozastępczym z soi. Jednak porcję siary wyssała, zawsze coś ;) Chcielibyśmy trzymać ją przy matce mimo wszystko, ale nie mamy serca więzić owcy i dostarczać jej traumy, jeśli matką być nie chce. Jutro postanowimy, co dalej...

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak wiadomo, nie ma tego złego. Także - nie ma tego złego.
    Za to, że tak interesownie zapytamy - czy byłaby opcja okazania choćby przez szparę w drzwiach tego cudu natury naszemu Potomkowi?

    OdpowiedzUsuń
  16. Rogata Owca też pisała o wyrodnych matkach. Widać, się zdarza, pech, że Tobie na samym wstępie. Ale za to jaka będzie radość "normalne" matki będą "normalnie" karmić:)
    No i ta więź, która się między Wami już będzie... Tak, że są zalety:))
    Cierpliwości dla Cię i zdrowia dla Soyki!

    OdpowiedzUsuń
  17. Ale cudo!!! Jakże Ci zazdroszczę!
    Ja też podejrzewałam, że z tymi bezobsługowymi zwierzętami to lekka przesada. No chyba że porównuje się ich hodowlę do hodowli nowofundlandów ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. No to pierwszy chrzest bojowy na hodowcę, za Tobą!
    Nie istnieją zwierzęta hodowlane całkowicie, stuprocentowo bezobsługowe.
    Intuicja to wielkie błogosławieństwo, to jedna z najlepszych rzeczy jakie posiadamy. Cudnie, że znalazłaś maleństwo!
    Strasznie trudno upilnować młode laski w rui. Może pamiętasz jak pisałam kiedyś, że jedna z moich księżniczek, zamkniętych na głucho w wieży (czyt. stajni), wyskoczyła przez okno i pobieżała ochoczo do sąsiadów, u których był kozioł. No i bach - dwojaczki .... A byłam pewna, że tak świetnie wszystko zabezpieczyłam ... :)
    Nóżka się na pewno zrośnie, będzie dobrze!
    A ta Twoja dzicz kudłata nie daje się jakoś zwabić na żarcie? Jakieś smakołyki? Moje nauczyłam wskakiwać na podest, w którym można diablice unieruchomić, dać jej coś pysznego do żłobu i podstawić koźlątko pod wymię. Muszę tak robić jak matce brakuje mleka, bo ma np. trojaczki, to jej maleństwa podstawiam pod mamkę.
    Trzymaj się, jest pięknie!

































    OdpowiedzUsuń
  19. Trzymam mocno kciuki za śliczne maleństwo :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  20. To Ci przygoda. Nie powiem - trochę się pośmiałam, chociaż Tobie pewnie do śmiechu nie jest. Mam nadzieję jakoś to się ułoży. Na zdjęciach widać, że opieka czuwa ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Słodkie maleństwo, ale cała historia mrożąca krew w żyłach! Ja dopiero się rozmarzam na temat własnych owieczek, więc pilnie podglądam życie w Twoim gospodarstwie... Staram się psychicznie przygotować na takie niespodzianki. Życzę zdrówka małej Soyeczce :)))

    OdpowiedzUsuń
  22. Ojojojoj, no to masz wesoło :))))
    a foty cudne. Maleństwo przeurocze... mała czarna owca;)
    Trzymam kciuki i pozdrawiam
    Halina

    OdpowiedzUsuń
  23. zachciało się babie... owiecek :)))))))))))) no to ma ;)
    piękny początek. powodzenia! ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Oj jak to dobrze, że małe trafiło na Ciebie nie żebym Ci źle życzyła, ale co by było gdyby urodziło się u byle kogo. I rzeczywiście może sposobem podstawisz wyrodnej pewnie już nie pokocha, ale wymiona się na coś przydadzą a i Ty się mniej umęczysz. Ciekawe masz problemy, ale jak to problemy przyjemniakami nie są. Słodkie foty aż się serce rozpływa.

    OdpowiedzUsuń
  25. Niestety Soya nie chce jeść. Karmię ją mlekiem kozim - strzykawką. Była już bardzo słaba, teraz też dobrze nie jest, Ale walczymy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może Ci się uda sprowadzić od sąsiadów jakąś brygadę do złapania owcy matki i zdoić ją i zamrozić mleko. Będziesz miała na kilka razy.
      Bo przecież odruch ssania był, a to ponad połowa zwycięstwa!
      Bardzo bardzo Ci współczuję ....
      Trzymaj się jakoś

      Usuń
    2. Owcę matkę udało się złapać wczoraj i jeszcze na pastwisku mała napiła się siary. Ale po odłączeniu do osobnego pomieszczenia matka zatrzymała mleko. Nie pomogło zdajanie - nic nie leciało, ani kropla - ani przystawianie małej.
      Teraz wmuszam jej 30 ml co godzinę koziego z glukozą - więcej nie chce.

      Usuń
  26. Też to przerabiałam z kozą "bezobsługową". Mam nadzieję, że wszystko dobrze się ułoży:)))

    OdpowiedzUsuń
  27. Trzymam kciuki za małą i za Ciebie! :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Myślę czule o was.
    Niech już będzie dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  29. Mieliśmy podobną historię z kózką, też miała być nie w ciąży:-))

    OdpowiedzUsuń
  30. Z pomocą pana Władka rozdoiliśmy ją?? Rany, co za fachowa terminologia! Przepraszam, ale uśmiałam się jak norka z łapania wyrodnej, mimo, że mi żal okrutne maleństwa, bo cierpiało.
    Pokazuj ją nam, proszę, często!!!

    OdpowiedzUsuń
  31. Jest raz lepiej, raz gorzej, ale wciąż walczymy. Mała dzisiaj słabsza, znowu nie chce jeść. Trzeba czekać...

    OdpowiedzUsuń
  32. wstrętna matrona! co za koza no! trzymam kciuki za małą Czarnulkę :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Cudne maleństwo-a zdjęcie z sunią rewelacyjne. Trzymamy kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  34. O kurcze,a raczej jagnię !! strasznie mocno trzymam kciuki, jak bym mogła to sama jako ta matka karmiąca z piersią bym przybieżała na pomoc , oj,oj oby dobrze się skończyło.buziaki Iwonko

    OdpowiedzUsuń
  35. Babo kochana mamcia animalistyczna wiedziała u kogo może porzucić dzieciątko.Dobra z Ciebie kobietka Iwonko,że walczysz o maleństwo.Z całej siły trzymam kciuki:)Milion buzioli dla Was:)

    OdpowiedzUsuń
  36. Słodkie maleństwo, szkoda, że odkryte w przykrych okolicznościach. Oby szybko wróciła do zdrowia i wyrosła na piękną i silną babeczkę :)

    OdpowiedzUsuń
  37. jak tam z Soya?bardzo ciekawa opowiesc i wzruszajaca ...

    OdpowiedzUsuń
  38. Ha! Wage ma dokladnie taka sama jak ja 41 (i pol ;)) roku temu :D:D:D
    Kciuki dla Was!

    OdpowiedzUsuń

Jestem wdzięczna za każdy komentarz ;) Moderuję tylko te do starszych postów, aby mi nie umknęły.