sobota, 8 listopada 2014

Rzecz o jabłkach

Pierwsze były, rzecz jasna, papierówki. Te najwcześniejsze strzelały w zębach kwaśnym sokiem, wykrzywiając twarz i przypominając dzieciństwo. Zbyt szybko dojrzewały, zamieniając się w słodką watę. Nie darzymy ich specjalną estymą, więc sporo niechcianych opadło, stając się łupem kózek i Jagnia.
Zaraz potem na trzech pozostałych jabłonkach zaczęły uginać się gałęzie, niczym ramiona bogiń owocowej obfitości. 
Najwyższa jabłoń jest wprost oblepiona jabłkami. Owoce ma duże, twarde, słodko-winne. Latem nie zdążyliśmy otrząsnąć gałęzi zwieszonej nisko pod naporem masy małych jabłuszek i konar złamał się. Teraz co rano idąc na pastwisko wypuścić kózki schylam się, aby pozbierać te, które opadły przez noc. Wiaderko dla koników, skrzyneczka dla nas ;)
Rosochata jabłoneczka na skraju sadu stroi się w maleńkie, mocno czerwone jabłuszka. Niektóre aż bordowe, piękne. Są tak twarde, że nie sposób ich ugryźć (koniki potrafią) ale cudnie wyglądają w zimowych dekoracjach i ususzone w słoju.
Ale najlepsze, najpyszniejsze są jabłka z drzewa pochylonego do ziemi pod naporem lat. Słodkie, niezbyt twarde, soczyste... chociaż zupełnie niewyględne. Zielono-żółte, z plamami, a nawet trochę parchate - cudowna stara odmiana. Było ich niewiele i już wszystkie zjedliśmy.
Nie mieszam naszych jabłek do polityki ;) Zagospodarowuję je tradycyjnie. Te w pierwszym gatunku, okazałe i bez skaz, wkładam do wymoszczonych sianem skrzyneczek, na zimę. Teraz nasz korytarz - pełniący rolę spiżarni - wypełniony jest zapachem jabłek zamiast stęchlizny. Przeciętniaków przerabiam na przeciery, dżemy i soki, kroję w plasterki i suszę. Ostatni sort skarmiam na pastwisku, ku wielkiej uciesze naszych kopytnych. Z resztek zrobiłam ocet jabłkowy.
Jest już listopad, a one wciąż wiszą na gałęziach i spadają razem z liśćmi...

Czule ściskam,
Inkwi

21 komentarzy:

  1. Ha! Właśnie kończę zlewać ocet jabłkowy do flaszek. :-)
    Kwiat jabłoni. Dlaczego pokazujesz takie zdjęcia, zaczynam wtedy myśleć o wiośnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. właśnie, kwiat jabłoni:-)
    to jednak robisz zdjęcia:-))
    słodko.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tez na widok kwiatow jabloni troche zglupialam...a jablka, uwielbiam, szczegolnie kiedy zdaje sobie sprawe,ze w Wenezueli sa drogim bardzo rarytasem..pozdrawiam Inkwi i pisz czesciej...

    OdpowiedzUsuń
  4. I ja mam stare jabłonie. Takich pysznych jabłek już nie uświadczysz chyba nigdzie. W tym roku wszystko spadło na skutek suszy, a było ich pierdylion. Prawie nic się nie ostało. Zdążyłam zrobić kilka słoików musu i koniec...
    Właśnie, pisz częściej. Chociaż trochę...

    OdpowiedzUsuń
  5. właśnie takie jak na ostatnim zdjęciu mamy i też są cudowne w smaku, robimy z nich głównie dżemy do szarlotki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jabłka...mam w koszach z siankiem na zaś i bez sianka na już, i w słoikach. Ale nie nasze one, bo nie mamy swoich jabłoni. Inni mają i dzielą się. Piękne stare drzewa. Zazdroszczę Ci ich bardzo, chyba nawet bardziej niż miejsca tam. Buziaki !

    OdpowiedzUsuń
  7. Sporo tych jabłek macie... :-)
    Papierówki najleiej przerabiać na suszone jabłak :-)
    Bardzo je lubię ...

    OdpowiedzUsuń
  8. No właśnie - najwspanialsze te parchate! Też mam stareńkie jabłonie rodzące cudownie pyszne i wonne a bardzo niepozorne z wyglądujabłka. Dwa nieznanego mi gatunku i jedną szarą renetę.Niech się schowają wszystkie kupne i te od sąsiadów. Co sie dało, przerobiłam. Resztę kozom wydałam i już niestety po jabłuszkach....A bardzo szkoda, bo do tych sklepowych wcale mnie nie ciągnie. Trza czekać na nastepne, przyszłoroczne )oby były, bo u nas to jakoś co dwa lata jest wysyp jabłek i sliwek)a teraz napawać się musami, kompotami, szarlotkami, ktorych na szczęscie pełniutka spiżarka.
    Pachnie teraz u Ciebie jabłkowo? Och, wyobrażam sobie ten cudny aromat! Miło wejśc do domu, w którym króluje taka ciepła woń lata...Piekne zdjęcia kwiatów jabłoni...
    Inkwizycjo! Alez masz ładne nalepki na słoiki! Takie cudownie retro! Az sie zawstydziłam moich zwykłych karteczek flamastrem wypełnionych i taśmą klejącą przylepionych. Może się wobec tego w przyszłosci poprawię!
    Pozdrawiam Cię ciepło i dobrego czasu listopadowego życzę!:-))*

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak dobrze tyle swoich jabłuszek mieć! I dla ludziów i dla kopytnych :) U mnie papierówka - nie zdążyłam z przerobem. Jedna jabłoń parchata i niestety w końcu pod siekierkę pójdzie :( Ale zamiast niej młoda już rok temu wsadzona i z czasem będą pyszne jabłuszka na pewno!

    OdpowiedzUsuń
  10. Inkwizycjo kochana napisze tak :) Wy, Wasz dom i jego otoczenie to magia, ktora daje czlowiekowi taki blogi stan, ze ja najchetniej bym sie do Was wprowadzila ;)
    Pare jabluszek przechowaj do grudnia, upieke Wam szarlotke Orszulkowa :)
    Pozdrowienia serdeczne Wam zasylam z wielka tesknota za Wami Wszystkimi :***

    OdpowiedzUsuń
  11. Zazdraszczam...u mnie nic. Muszę bazować na tym co kupię, a czasem to jakieś okropności nie jabłka. Na spacerze z ferajną ostatnio znalazłam jabłonkę całą oblepioną czerwonymi jabłkami, ale taka strzelista była jak topola, nie było szansy zerwać na spróbowanie.
    Pozdrówki z buziakami!

    OdpowiedzUsuń
  12. Nabyłam dom, a z nim stareńka jabłonkę. Krzywe toto, koślawe i rodzi najlepsze jabłka świata. Jemy, przerabiamy, reszta dla paszkotów i innych latających.

    OdpowiedzUsuń
  13. Cześć kochana I, u nas też jabłkowe szaleństwo.Ja tam lubię papierówki,choć fakt,że szybko się psują. Przerabiałam masowo,ale trochę już odpuściłam. W końcu ile tego można zjeść.Twoje słoje z marynatą wyglądają bajecznie. buziaki

    OdpowiedzUsuń
  14. Ale za pachniało! Moja w tym roku odpoczywa. Bazuje na dziczkach.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ha! nasza stara jabłonka już chyba nie da rady.... coraz słabsza i coraz bardziej chora... a nowe odmiany nie chcą się u nas przyjmować.... podziwiam Twoje i zazdroszczę....

    OdpowiedzUsuń
  16. Inkwizycjo takie parchate z piegami na buźkach żółtawo-szarych to i my tu mamy, w sensie otrzymaliśmy w darze i też są najpyszniejsze i do żadnych przetworów nie poszły tylko prosto do pyszczka. Stare odmiany są na wagę złota. Ratujcie je. My od wiosny też zaczniemy.
    Ocet u nas też zrobiony (pierwszy raz) a ON siedzi od tygodnia i kroi pigwę na nalewkę.
    Ściskamy Was najserdeczniej w miejsca najczulsze :-D

    OdpowiedzUsuń
  17. Kochani!!! Po jabłka wysyłam męża i pusty 20 kilowy bagaż:P Piękne zdjęcia jak zawsze tylko brak na nich boskiej Agnieszki:)....i koników też! machamy wesolutko

    OdpowiedzUsuń
  18. Przypomniały mi się smaki jabłek z dawniejszych czasów - takie pyszne stare odmiany :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Te najstarsze i nie zbyt piękne jabłka najlepsze. Pamiętam smak jabłek z dziadkowego sadu.
    Nigdy więcej ich później nie spotkałam, dlatego mam swoje aromatyczne, jabłkowe wspomnienia...

    OdpowiedzUsuń
  20. U mnie moja najstarsza starowinka ma najlepsze jabluszka, takie malutkie, slodkie, pyszne, ktore wszystkie zjadlam... kocham ją za nie!
    Smacznego jabłkowania życzę!

    OdpowiedzUsuń

Jestem wdzięczna za każdy komentarz ;) Moderuję tylko te do starszych postów, aby mi nie umknęły.