niedziela, 5 października 2014

Od przybytku głowa nie boli?

Albo mogę też zacząć innym powiedzonkiem: nie miała baba kłopotu, kupiła Jagniu... kozę. Dla towarzystwa.
Młodą kózkę, ciekawską i rezolutną. Liczyliśmy - o, naiwni! - że zajmą się sobą i wreszcie Jagnie odczepi się od mojej - i Krimy - spódnicy ;) Zupełnie nie wiem, jak do tego doszło, ale nagle na pokojach mieliśmy i owcę, i kozę... I obie domagały się atencji. Na dworze obie deptały mi po piętach... gdzie ja, tam one. Co z tego, że Padre ogrodził dla nich kawał ogrodu, z krzaczkami malin i truskawek, śliwkowymi samosiejkami i bujną trawą - nie było chętnych na przebywanie tam. Kózka Dumla wyeksmitowana na noc do "koziarni" (przyszłej letniej kuchni) beczała żałośnie. 
Dumla II. Dumlę I można zobaczyć tutaj ;)


Kupiliśmy więc drugą kózkę, do towarzystwa pierwszej - półroczną Kalanthe czyli Kalę. Nie jest tak łatwo kupić w okolicy zakolczykowaną kozę, chłopi trzymający kilka zwierzaków nie chcą się bawić w rejestracje, kontrole itp. Kala nie miała kolczyka, ale ją podczepiliśmy do urodzin kozy znajomego, jako bliźniaka ;) i po wielu perypetiach udało się w końcu ją też zarejestrować. No i mamy dwie kózki... ale nie wiedzieć czemu nie wystarcza im ich własne towarzystwo. Nie mówiąc już o tym, że rozrabiają podwójnie. Cwana kózka Dumla potrafi wydostać się z każdego zamknięcia, osamotniona Kala rozpacza wniebogłosy. Jagniu nie szczędzą bucnięć, tak że biedne schodzi im z drogi. Cała trójka stara się być jak najbliżej mnie. 
Kalanthe
Efekt jest taki, że po moim, i tak skromnym, przedogródku, nie zostało śladu. A wszystkie drzewka zostały objedzone z liści do metra.
Zostałam pasterką pełnoetatową.
Od świtu do zmroku spędzałam czas w ogrodzie, pilnując trzódki. Czasami udało mi się umknąć do domu, ryglując drzwi i zostawiając Krimę na straży... starając się pośpiesznie ogarnąć, coś ugotować... Cała hołota zalegała wtedy ciasno pod drzwiami i czekała. 
Wieczorami obierałam, szatkowałam i mieszałam w garach. Ustawiałam na półkach całe rzędy słoików: jagody, paprykę, ogórki, aronię, suszone pomidory. Ceny były w tym sezonie takie, że nie dało się nie kupić, nie przerobić... 
Nie wiedzieliśmy, czego możemy się spodziewać po naszym sadzie, to nasz pierwszy rok. Czereśnia była obsypana cudownymi, wielkimi ciemnymi owocami - wszystkie zjadłam ;) Sierpień zasypał nas renklodami, nastawiliśmy wino i nalewki, porobiłam dżemy i kompoty. Za to wiśni i węgierek - jak na lekarstwo. Padre przynosił codziennie koszyk grzybów - najpierw kozaki, potem prawdziwki, trochę też podgrzybków. Mamy zapas suszonych i marynowanych na zimę, a najedliśmy się jak nigdy w życiu ;) 
Zebrałam już dynie, w tym roku tylko jedenaście, za to każda inna.
Teraz gałęzie uginają się od jabłek i gruszek... nasze zwierzaczki bardzo w nich gustują ;)
Wracając do zwierzaczków...
Nasze owce dostały baranka. Przyjechał od Rogatej Owcy, a transfer odbył się we Wrocku pod ASP - jako happening - wzbudzając pewne zainteresowanie gawiedzi ;) Młodzian jest cudnej urody, a i charakteru - podróż zniósł z godnością i bez problemów się w przyszłym haremiku zaaklimatyzował.
Baranek Zygfryd
Przez moment mieliśmy więc tuzin wrzosówek.
Jednakowoż trzynastka to moja liczba, więc i do Jagnia przyjechał kolega (no bo nie kawaler) słodki, mały, obsrany Rupercik. O miesiąc młodszy, ale ileż bardziej ogarnięty. Nie boi się Krimy, nie boi się sam spać, je mi z ręki. Chyba mamy szczęście do baranków ;) 
Kózki przeprowadziły się - wreszcie - do prawdziwej koziarni, daleko od domu ;) Chyba się im podoba. Integrują się na pastwisku z końmi i owcami - oczywiście Dumla próbuje rządzić ;) Ja trochę odetchnęłam... z przyjemnością zaglądam do nich oprócz zwyczajnej obsługi porannej, południowej i wieczornej. Stęsknione domagają się pieszczot, ale nie protestują zbytnio, gdy odchodzę.


Pozostało Jagnie, rozpuszczone do granic, głośno domagające się swoich praw i przywilejów, którymi sami je obdarzyliśmy. W dodatku z wciąż nie zagojonym kikutkiem. Nie potrafię być twarda, głucha i stanowcza, choć powinnam. Powinnam zamknąć ją z Rupertem na noc, a do uszu wsadzić stopery. 
W porównaniu z naszymi dzikimi owcami Soyeczka wygląda jak prosto od fryzjera...
...a jeszcze niedawno wyglądała tak...
Tymczasem Jagnie śpi w pokoju na swoim kocyku, a Rupercik sam, cichutko, w "letniej kuchni". Padre wyjechał na agaty do Bułgarii, wraca za tydzień i zapowiedział, że po powrocie nie chce widzieć w domu żadnych zwierzaków (chyba nie miał na myśli suk i koteczka?). A jak mam to zrobić, no jak?!

Długaśne pościsko wyszło, ale dawno nie pisałam. Nie było jak... Starałam się zaglądać do Was, ale bywało, że nie otwierałam lapcia przez kilka dni. Liczę bardzo, że teraz to się zmieni... wszak nadeszła jesień, moja ukochana pora roku, a wraz z nią dłuższe wieczory ;-))
Ściskam czule,
Inkwi ;)

61 komentarzy:

  1. hm. Czyli oni chodzą spać, jak jest ciemno, i już nie trzeba pasać? A Jagnie zostawione w ciemności co? robi? i jak długo to robi?
    Bardzo piękne mają imiona, Koza odnalazła się w związku z Kozą, i dobrze.
    Ale duży ten Baranek Z w bagażniku:-)
    I w ogóle fajnie. Wypas i przetwórstwo za wszystkie czasy:-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jagnie nie zostaje w ciemności, tylko idzie do domu i wykłada się na swoim kocyku, obok miejsca Padre. Ewentualnie kładzie się obok Krimy, gdy ona idzie spać. Bywa też, że kładzie się w nogach łóżka. Czeka, aż wszyscy się położą ;)

      Usuń
  2. Rodzina Wam się rozrasta, należy wszystko upilnować. Rozumiem Twój brak czasu. W moim odczuciu, zwierzaczki są słodkie, kochane, zupełnie nie rozumiem Pedra ( żart, oczywiście, że rozumiem), jednak kobiece serce jest bardziej wrażliwe, to wiem. Trzymajcie się wszyscy, zdrowi i szczęśliwi. Pięknie Wam się układa, oby tak dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja go też rozumiem... czasami nawet bardzo dobrze, ale... jestem zbyt miękka.

      Usuń
  3. Koza w fotelu wymiata :) Ale nie oszukujmy się kozy mają tyle sprytu i inteligencji, że za stado owiec choćby rogatych starczą. Dobrze, że w parze poczuły się dobrze bo dostarczałyby niezłych wrażeń (w ich spojrzeniach "kurwiki" strzelają ;) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, kurwiki jak najbardziej ;) A bywało, że polegiwały w fotelach na pokojach...

      Usuń
  4. Zwierzęca rodzinka rozrasta się, ze aż miło patrzeć!
    Muszę Ci powiedzieć, że widok kozy w fotelu rozbawił mnie i rozczulił, i jak tu nie kochać tych mordek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da się nie kochać. A one to wykorzystują.

      Usuń
  5. Niesamowite historie:) Materiał na powieść

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już oni dbają, żebym nie miała czasu na pisanie...

      Usuń
  6. Jak pięknie u Was! Masz niezłą zaprawę. Stado się powiększa szybko. Rupercik taki jeszcze jagnięcy, a Soyka bardzo wyrosła. Rzeczywiście, wygląda jakby wróciła od fryzjera i stylisty. Takie zadbane ma runo. Za Zygfrydem tęsknię. Takie baranki jak on podobają mi się najbardziej.
    Tak bym chciała udać się do Ciebie, jak planowałam, ale ciągle coś na przeszkodzie stoi. Padre zdąży wrócić, nim się wybiorę. Kołowrotki czekają. I runo, a czas nie chce się rozciągnąć. Umyka mi w tempie olimpijskim.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zygfryd jest cudowny... i chyba szczęśliwy u nas. Rupercik ma dopiero dwa miesiące z kawałkiem, ale sądzę, że będzie mniej dorodny, niż Z., ma troszkę proporcje kucyka (króciutkie nóżki).
      Co do czasu, to znam to, niestety. Liczyłam, że nas odwiedzisz w październiku... a może ja się w końcu wybiorę?

      Usuń
    2. Może jeszcze zdążę. Mam te niwy teraz też w weekend. Przyszły tydzień tak "zapchany", że szpilki nie wciśniesz. Jak nie ja do Ciebie, to Ty do mnie. I się zobaczymy. Policzyłam właśnie moje stadko. Oesu, wszystkiego zusammen 161 sztuk. To już chyba jakaś jednostka chorobowa jest.

      Usuń
    3. Do niej ! Do R. To wtedy też zobaczę Owcę Rogatą.

      Usuń
    4. No sama widzisz, Owieczko... mus to mus!

      Usuń
    5. Dziewczyny! Chciałabym bardzo. Dlaczego ja sobie na głowę nabiorę wszystkiego tak, że oddechu brak?! Obiecuję sobie, obiecuję...Do tego zapisałam się była jeszcze na dokształt. Taka terapia dla szarych komórek.

      Usuń
    6. Październik dopiero się zaczął, jeszcze zdążysz ;) Nie możesz tak szaleć, wszak niwa jest od tego, żeby zwooolnić...
      A z czegóż Ty się możesz dokształcać, hę? Chyba, że jako wykładowca.

      Usuń
    7. A może powinnaś zacząć jeździć konno?
      Wg.Kretowatej to bardzo ożywia szare komórki.:-)

      Usuń
  7. Zachwycam się każdą owcą,barankiem,kozami!
    Jesteś szczęśliwą moja czuła Inkwizycjo.
    Uściski dla Ciebie i trzódki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ehh, niezła ta Twoja trzódka :) Cieszę się, że dobrze Ci się wiedzie, bo faktycznie dawno Cię nie było. Tylko nadal mnie ciekawość zżera, jak Wasze nowe/stare kąty :) Ale pewnie i tego się w końcu doczekam :) Buziaki - mysz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następny wpis planuję właśnie o osiągnięciach na niwie budowlanej.

      Usuń
    2. A może o sianiu trawy na pokojach?

      Usuń
    3. To prawie na jedno wychodzi ;)

      Usuń
  9. Dobrze, że znalazłaś czas na opisanie co u Was, a rzeczywiście zwierzuny porosły i się ich sporo narobiło! :) Wesoło, ale i robotnie, jak to przy trzódce ;)
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś się tak rozmnożyły niekontrolowanie... ;)

      Usuń
  10. Kózki prawie jak poznańskie koziołki :) No i od razu zatęskniłam... Zimą przyjadę!

    OdpowiedzUsuń
  11. Nosz koza w fotelu to tylko u Was ;-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Doczekałam się! Co tam Jagnię, dobrze, że pozostałe owieczki nie chcą do domu. Obawiam się, że Jagnię jest już jagnięciem pokojowym. Ale za to jak grzeje w nogi zimową porą!
    Dlaczego biedny kikucik ciągle się nie goi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kikucik się goi, ale powoli... tam był kawał nóżki gołej, bez skóry, już ładnie zarasta włoskami, tylko na czubku została mała ranka.

      Usuń
  13. Ależ sielsko u Ciebie, niczym na angielskim wrzosowisku! To dobry znak, gdy zwierzyny przybywa, w domu szczęscie niebawem zagości... tak to sobie wymyśliłam , bo u mnie tez poprzybywało... z tym że kotów i jest ich aktualnie 9... to dobra liczba, cieszę się... Ło matko!
    Jakoś się nam to przecież ułozy prawda?!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziewięć kotów to szczęście w domu niechybnie! Już się przecież układa ;)

      Usuń
  14. Dzień dobry Inkwizycjo! Ponieważ jestem tu pierwszy czy drugi raz, to nie bardzo chwytam jeszcze jak duzo masz zwierzątek i jak sobie z tym wszystkim dajecie radę. Nawet nie wiem, skąd wziął sie Twój niezwykły nick - "Inkwizycja". Na dodatek czuła! Przyznaje sie to tego szczerze i proszę wybacz, że nic nie wiem. Ale w wolnym czasie wczytam sie w Twój blog i moze nadrobie te braki w wiedzy(też lubie jesień i zime, bo wówczas, przynajmniej teoretycznie, jest więcej tego czasu).Chciałabym czasami zaglądać w Twe progi, jesli można, jesli pozwolisz...Chyba dosc podobne są nasze światy. A na pewno nasze wrażliwosci...
    Póki co zachwycam sie kozulami, barankiem i jagnięciem. Twoim czułym, miekkim stosunkiem do nich. Jagnię co śpi w nogach łózka i pewnie kupki robi gdzie popadnie....Och, tego juz by mój mąz nie zdzierżył. Twój Padre to świety człowiek. A Ty jak dobra, tolerancyjna, wszystko rozumiejąca i wybaczajaca mama...
    Ciepłe pozdrowienia zostawiam, zyczenia wszystkiego dobrego i na razie pa, pa!:-))
    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Cię, Olgo, serdecznie! Zaglądam do Twojego bloga od jakiegoś czasu, ale przyznaję ze wstydem, że chyba nie napisałam jeszcze ani słowa (może kiedyś?). Piszesz pięknie, a twoje wiersze są poruszające bardzo. Oczywiście zapraszam najgoręcej. Będziemy obie miały zajmującą lekturę na jesienno-zimowe wieczory ;-)
      Kupki Jagnia (mówimy na nie perełki ;)) nie są tak uciążliwe, jak siusiu... oboje już od jakiegoś czasu zasadzamy się, aby ją z domu wyprowadzić... ale to trudne, bo nie dość, że tak nas rozczula, to głośno rozpacza, jak tylko straci nas z oczu. A owiec się boi...

      Usuń
    2. Biedne, samotne Jagniątko...W końcu jednak wyrosnie i zmieni mu sie charakter. Usamodzielni się. Co Was troche odciązy, ale i oddali od niego...A przecież choć bywa uciązliwie, to jednak słodko i pieknie w takiej bliiskiej, niezwykłej komitywie z ufnym, jak dziecko zwierzątkiem...Tyle jest wzruszeń, sprzecznych ze sobą emocji i pragnień...
      Cieszę się, ze tu wreszcie zajrzałam a Ty Inkwi tak zyczliwie mnie przywitałaś! Dziekuje z całego serca!:-))

      Usuń
    3. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie tego rozstania... ona nas rozczula okrutnie. Jest bardziej radością, niż kłopotem.

      Usuń
  15. Dumla jest mistrzynia rozwiazywania sznurowek i picia ze szklanki jak dama :)
    Ponad miesiac minal jak widzialam Wasz zwierzyniec kochany i widze zmiany... dorosleja dzieci, dorosleja :) I wciaz przybywa ktos nowy :)
    Tesknie za Wami. Pozdrowienia serdeczne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz przyjechać i poznać nowych członków rodziny ;) My też tęsknimy...

      Usuń
  16. Jejku, chwilkę mnie nie było, a tu takie zmiany w pogłowiu!

    OdpowiedzUsuń
  17. Jeszcze kurek i kaczuszek brakuje do pełnej sielanki, tylko trzeba uważać bo one też garną się do domu. Moje kaczki bieguski wchodziły po schodach i pukały w okno, żeby im rzucić chlebek.
    Wolały spać z kozą niż z kurami, może jakiś drób dla jagnięcia, tylko co na to Padre???:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jagnie chyba woli suki nasze... z barankiem tolerują się. Kaczki biegusy planuje mieć dziecko moje, opowiem jej, jakie z nich gagatki ;)

      Usuń
  18. Obserwuję, że tak powiem, Twoje kierunki rozwoju na nowym siedlisku, ależ cuda i dziwy ... gospodarstwo pełne zwierząt, przetwórstwo owocowo-warzywne kwitnie, no, gospodyni pełną gębą; cieszę się, że odnalazłaś się doskonale po stresującej pracy, znalazłaś swoje miejsce, bo jesteś tak przyjazną osobą dla świata, jak rzadko; niech Wam się darzy, pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mario, jak ja na to czekałam... myśl o takim życiu pozwoliła mi jakoś w robocie wytrzymać. Jeszcze wszystko nie takie, jak byśmy sobie wymarzyli, ale zmierzamy we właściwym kierunku ;)

      Usuń
  19. nie mogę się napatrzeć na to co Wy wyczyniacie. Jesteście genialni a to jak prędko Wam się rodzina powiększa (i że to niby "nie miała baba kłopotu... ") hehehe jestem więcej niż pewna, że to nie koniec Waszych nowych "dzieci".
    Widzę, że jakiś skrawek nowego dachu się Wam pojawił? :-) Gut! przed zimą musi być zabezpieczone to i owo.
    My na wiosnę będziemy już razem jechać do Polszy i nie ma to tamto... zahaczymy o Was i na herbę się wprosiemy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochani, już przecież zaproszeni jesteście, nie ma to tamto!
      Ten kawałek dachu to nie nasz - zwierzęcy ;-))

      Usuń
  20. Uśmiecham się wewnętrznie i zewnętrznie do tego co widzę. Ale cudności! No i kozy masz!:)
    Soya ma takie piękne oczy, że się napatrzeć nie mogę.
    Wszystkiego dobrego, niech się Wam darzy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Soya ma oczy niezwykłe, w kształcie migdałów ;)

      Usuń
  21. no cudnie tam macie z tą całą menażerią!! co jeden zwierz ak to fajniejszy/a, już nawet nie wiem, który najpiękniejszy/a!
    całuski, Kochana!

    OdpowiedzUsuń
  22. Szaleństwo zwierzakowe, że ho, ho! Przez chwilę się pogubiłam i musiałam ze 3 razy czytać ;) Jak Wy dajecie radę to ogarnąć i jeszcze remont, to nawet nie próbuję zgadywać :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Oglądam i podziwiam, i kiedyś na herbatkę też się wproszę, muszę to zobaczyć bo nie uwierzę! :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Oj te Twoje wieczne wakacje i te dylematy. Jeśli Padre nie pozwoli jagnięciu być w domu to powiedz mu, że przecież pół ameryki ma w domu świnie i dają radę. Fajna menażeria i fajnie, że do Was trafiła przynajmniej ktoś usiłuje je zrozumieć. Zazdroszczę takiego życia ciągle od nowa. Fotkę z kozą na fotelu nominuje do zdjęcia roku!

    OdpowiedzUsuń
  25. Witaj Inkwizycjo, zajrzałam tu dopiero po raz pierwszy ale na pewno nie ostatni... To niesamowite, że są tacy ludzie, takie domy i takie szczęśliwe zwierzęta. Serce rośnie gdy się o tym czyta. Z braku czasu cofnęłam się na razie tylko do wpisu o urodzinach pierwszego jagniątka, pozostałe zostawiłam na potem... Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do mnie - trochę piszę o kozach bo to one zawładnęły moim sercem.

    OdpowiedzUsuń
  26. Można się pogubić w tej Twojej trzódce, oj nie łapię kto zacz ...
    Uśmiałam się po pachy ...
    Inkwi - w naturze niektórych ludzi jest COŚ, co powoduje, że zwierzaki są rozpuszczone jak dziadowski bicz, one szóstym zmysłem wyczuwają Twoją słabość do nich ... i perfidnie to wykorzystują domagając się więcej i więcej.
    Wybieram jednak ogród nad trzodę, podziwiam Cię.
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
  27. Kozy i Jagnie - rewelacja. Ja też nie wiem, czy miałabym serce usuwać z domu takie bleczące maleństwo, ale Zyga ujął mnie posturą, cóż - prawdziwy szef stada :) I Rupert zasrany - oj, z niego też będzie kawał owczego faceta. Błagam o więcej postów, tak lekko pisanych :) Im więcej czytam, tym bardziej mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  28. No faktycznie, pasterka na pelny etat!!! Podziwiam Cie Inkwizycjo droga! :*
    Usciski!
    PS. Dynie cuuudne! I trzodka rzecz jasna rowniez :))

    OdpowiedzUsuń

Jestem wdzięczna za każdy komentarz ;) Moderuję tylko te do starszych postów, aby mi nie umknęły.